piątek, 3 lutego 2012

Ogródek wiejski




Nie "w stylu wiejskim". Po prostu wiejski.
Ostatnio jest moda na "country", przez co najczęściej rozumie się obrus w kratkę, domowy chleb z automatu, smalczyk w kamionce i czytanie "Werndy country" na werandzie. Nie widzę w tym nic zdrożnego, wręcz przeciwnie, sama zaglądam  i na werandę i do wspomnianej werandy. Ale ogródki wiejskie są na swój sposób uroczo bałaganiarskie i nic wspólnego ze stylem nie mają. Mieszkam na wsi i w ogródku sadzi się to, co się dostanie od sąsiadek. Efektem jest sklonowanie podobnych roślin na całej ulicy, co całkiem niechcący daje ciekawy efekt^^. Poza tym zupełnie niedawno ludzie zaczęli latać z kosiarkami. I w dodatku nabyli dziwnych upodobań do plastiku. Dzisiaj ogródek wiejski to plastikowe krzesła i stół z Biedronki, wycięte stare jabłonie, a posadzone tuje "szmaragdy", srebrne świerki,  stojące na brzozowych pieńkach białe, plastikowe donice z fioletowo wściekłymi surfiniami.... Do tego oczko i grota z kamieni, plastikowe donice na trawniku, elementy ozdobne typu Kolorowy Wiatrak lub Krasnal .... No i grill z klinkieru.



Ludność wiejska się dokształca i też chce być trendy.
Mieszczuchy więc sadzą w swoich daczach kwiaty w stylu wiejskim, a tubylcy kupują tuje w Leroy Merlin.
A mnie tęskno za drewnianymi płotami, za malwami, nawłocią, astrami od sąsiadek. aksamitkami, lewkonią i pękami rumianków.... Za liliami świętego Józefa, łubinem, onętkami i ostróżkami w słońcu. Ech... O tempora, o mores. Idę czytać "Werandę country".




Ogrody dworskie i chłopskie
Ogród wiejski
Typy ogrodów

8 komentarzy:

  1. Och, to właśnie mnie razi na wsi - wszechobecny plastik. Obiecałem już sobie, że sam będę robił gliniane doniczki^^
    A i kufel do piwa z gliny będzie niczego sobie. Nie wiesz może, ile kosztowałoby wypalenie takich rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, pod tym postem mogłabym się podpisać. Serce mi się kraje, kiedy widzę inwazję plastiku, przerabianie wszystkiego na nowe i "ładne". Stare drewniane chałupy z oknami PCV, obite plastikowym sidingiem i wszechobecne iglaki tam, gdzie kiedyś szumiała leszczyna, jabłonie, albo kwitły kwiaty...

    A jednak - każdy ma prawo żyć tak, jak mu wygodnie. To przykre, że rodowici mieszkańcy wsi na ogół nie cenią swojego dziedzictwa kulturowego i materialnego, ale nie możemy zamienić ich gospodarstw w skanseny. Dzisiejsza wieś nie jest mniej "prawdziwa" niż ta sprzed dziesiątków lat, ma tylko inne oblicze. Niestety dużo mniej urodziwe... A ja właśnie chcę u siebie wskrzesić trochę tego dawnego uroku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tarnino: trzymam kciuki za wskrzeszanie uroku i dołączam się, Falcon - pojęcia nie mam:)Ale wiem, ze koło nas, w Lewkowie wypalają co zechcesz, jeździłam tam na warsztaty lepienia z gliny z dzieciakami:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    Żyję z mężem na peryferiach niedużego miasta w sąsiedztwie lasów i pól...mam biały domek z ogródkiem, dwa psy i kota. nie mam jeszcze dzieci, choć bardzo bym chciała..każdy odwiedzający nas zazdrości nam tego klimatu, spokoju, życia w zgodzie z przyrodą,..mam pasiekę i w sezonie wiosna-jesień hoduję kury na jajka..mam wielki kamienny grill z wędzarnią, drewniany stół do biesiadowania i połac tawnika wykończoną skalniakiem..pięknie.. i co? i nic.... nie czuję zupełnie nic..a zasypiając codzień myślami wybiegam w lata dzieciństwa spędzone na wsi.. koperek na polu, pielenie cebuli i warzyw.. budzenie dojarki o świcie i praca fizyczna od świtu do zmierzchu.. życie według pór roku i dominacjo dnia nad nocą.. śpiew kosa na czudku świeku i skowronka nad polami zboża.. tego pragnę, za tym tęsknię każdego dnia..nie chce płotu z tui , dwóch haskich i kota persa na parapecie... chcę kamienną podłodę lub klepisko w letniej kuchni, mszę z radia o 12 i urodziaj warzyw, owoców i zbóż.. chcę żyć biednie aż szczęśliwie.. bez telewizora..w radiu tez podają wiadomości ze świata...chce wekowac wszytsko z uporem maniaka na zimę a zimą delektować się wspomnieniem lata i przerabiać tuszę na letnie obiady... marzę, tęsknię, pragnę...może się kiedys peełni.. a dziś.. podlewam moje tujki, karmie persa i sadzę w plastikowych doniczkach petunie na parapety...dla jednych piękne.a dla mnie smutne.. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Papierniczko. Widzisz, wspomnienia masz w sercu, wewnątrz, napełniają cię dobrą energią, trzeba ją tylko wypuścić na zewnątrz, nie smuć się. Mnie pomaga zaczynanie od małych rzeczy. Plastikowe doniczki zmienić na gliniane, albo stare, ocynkowane, zasiać koperku cudnie pachnącego, łazić po peryferiach, zbierać kochane roślinki, kupić na rynku wiśni, zawekować, i tak krok po kroku. Nie żyj wspomnieniami, siej ostróżki, rumianki zamiast petunii, uśmiechnijmy się do tego kosa, do swego persiaka, który kocha nas obojętnie jakiej jest rasy. Grilla pozytywnie zazdrosczę z wędzarnią, uwielbiam wędzone rybki:) Tez nie mamy telewizora! Mocno cię pozdrawiam, życzę spełnienia marzeń, pysznych weków i miodku z pasieki.

      Usuń
  5. Po raz pierwszy zaglądam na zielnikwiejski i, choć post jest sprzed roku, nie mogę powstrzymać się,by od siebie kilku zdań nie odpisać. Kupiliśmy z mężem kilka lat temu 1,5 ha na starej mazurskiej wsi - z jednym sklepem i kościołem, gdzie PKS zagląda dwa razy dziennie. I chcę jej przywrócić dawny urok podwórka mojej babci. Wychowałam się w drewnianym domu tzw. świdermajerze i drewniany domek postawiliśmy. Na razie 20 mkw. Bez bieżącej wody, studnia jest przed domem, bez toalety - sławojka jest za rogiem, z pięknie wyciętym serduszkiem. Bez telewizora. pokryliśy czerwonym gontem bitumicznym. Kiedyś będzie duży, też drewniany, z łazienką, bo być musi, ale wokoło tak jak jest teraz - będzie ganek z surowych, nierównych dech obrośnięty miętą, dziką różą i kosmosami. Dziki trawnik, z morzem mleczy. Posadziliśmy dokoła bzy - i dzikie, i lilaki, drzewka owocowe, zagajnik brzozowy. Będzie polanka do odpoczynku i trochę cienia. Będzie wielki warzywnik, jak u babci - z porzeczkami, agrestem, warzywami i kwiatami do wazonu. Żadnych równych trawniczków, żadnych kos spalinowych dudniących całymi dniami. Zamiast tego - połacie łąki, koszonej, ale dwa razy w roku najwyżej. Sąsiedzi łapią się za głowy, oni juz dawno wszystko wystrzygli na równo, wycięli dzikie bzy, a potem tłumnie przychodzili na szaber do mnie, bo Herbapol skupował ziele. Wycinali też pokrzywy, bo u mnie były miejsca, gdzie rosną - bo są pożyteczne. Ale, kiedy się ich pyta, mówią, że sadzili tuje, bo tak ładnie, wykosili łąki wokół domu do króciutkich trawniczków, bo tak należy. Wycięli wszystko, co pożyteczne. A teraz się dziwią, że zagrodziliśmy działkę i już nie ma darmowego bzu, głogu, pokrzyw ani owoców dzikiej wiśni... Biegam po niej ze szpadlem, grabiami, nożycami. Ręcznie zakładam warzywnik, sama przekopałam rabatki i sieję na nich stare odmiany kwiatów, jakie znam z babcinego ogródka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie przeszkadza, ze piszecie pod postem sprzed roku, ten blog jest takim moim silva rerum, gdzie wrzucam sprawy, za którymi tęsknię, często nieregularnie... ale zaglądam tu często;) I dziękuję ci za ten wpis, bo piszesz o czymś, za czym i ja tęsknię. Dziki bez, mlecze, jabłonki, ałycze, płoty i agrest. Brakuje tego, bardzo. Pewien krajobraz zwyczajnie ginie, i jeśli się nic nie zrobi, to zginie na zawsze. U nas na wsi coraz mniej sadów... a żal.

      Usuń
  6. Urocze zdjęcie z babcią:) Jakbym własną widziała na tle jej malw, aż się łezka kręci w oku:) Świetny wpis! Jestem tu 1 raz...rozgoszczę się troszkę:)

    OdpowiedzUsuń